No i dostało się też szkolnym
sklepikom. Państwo będzie zmieniać menu na siłę i przekonywać, że suszone
jabłuszka smakują dokładnie tak samo jak tabliczka czekolady. Już nie wspomnę
jak uwielbiam tak wierutne bzdury ("zamiast czekolady zjedz suszone śliwki,
są takie same, a o ile zdrowsze"). Chodzi mi jednak nie tyle o bzdury
dotyczące jedzenia, ile o same sklepiki. Przyjrzyjmy się im z dwoch perspektyw:
podstawówki i gimnazjum wraz z liceum.
Podstawówka. W niektórych nawet
są jeszcze obiady. Państwo daje na nie pewnie około 2 złotych na dziecko, co
oczywiście oznacza, że produkty do tych obiadów są starannie selekcjonowane i
kupowane wyłącznie w ekologicznych sklepach, a warzywka w pobliskich
ekologicznych gospodarstwach. Dodatkowo każde dziecko w ramach tego obiadu ma
zapewnioną określoną liczbę kalorii oraz witamin. No dobra, popłynęłam.
Rzeczywistość jaka jest każdy widzi. Państwo chce zakazać sklepikom, ale już w
ramach obiadów można dawać dzieciakom sieczkę. Bo nie uwierzę, że za te kilka
złotych można zrobić coś naprawdę zdrowego, pożywnego i sensownego.
Żeby jednak nie było - ja nie
jestem przeciwko tej ustawie. Uważam że dzieci powinny jeść zdrowiej. Problem
polega na tym, że jedzenia uczą rodzice. Jeśli oni godzą się na to, żeby dzieci
jadły chipsy i popijały je colą to szkoła nic na to nie poradzi. Dzieciak
prędzej kupi sobie coś przed lekcjami albo po nich w jednym z wielu dostępnych
sklepów osiedlowych niż skusi się w szkole na jabłko czy marchewkę.
Gimnazjum i szkoła ponadgimnazjalna.
Tutaj już częściej obiadów nie ma niż są. Jedynym "karmicielem" poza
ewentualnymi kanapkami od mamy jest sklepik. Dzieciaki wychodzą na przerwach
pomimo ewidentnego i jasnego zakazu. Wychodzą nawet teraz, bo nie zawsze znajdą
w sklepiku to co chcą. W przypadku wycofania pizzerek i zapiekanek będą
wychodzić nagminnie. Na pewno nie będą kupować gruszek i pomidorków, a obiadów
bardzo często w sklepikach i tak nie ma, bo nie ma na nie ani popytu, ani
czasu.
Czyli jedynym skutkiem będzie
bankructwo sklepików szkolnych. Tak widzę to ja. Obym się myliła.