wtorek, 10 stycznia 2012

Angielska język trudna język.


Uczniowie piszą wypracowania. Piszą, bo im każę. Każę im, bo na egzaminie gimnazjalnym jest wymóg, żeby umieli je pisać. Oczywiście krótkie i na miarę gimnazjum, ale zawsze. A że język angielski trudna język, to trzeba znaleźć sobie pomoc. Wszystko byłoby w porządku, gdyby pomocą okazywały się bryki, tak często znajdywane na stronach internetowych, ale widocznie nie wstrzelam się w tematy, bo moi uczniowie korzystają z Google translator.
Jakie są efekty? Natychmiastowe. Translatora wyczuję na kilometr i uważam, że jeśli jakiś nauczyciel nie jest w stanie tego wyczuć to nie powinien uważać się za nauczyciela. Bo wychwycić translatora jest więcej niż łatwe – jest dziecinnie proste. A oto kilka perełek z wypracowania na temat: How do I celebrate my birthday? (mogli też na pisać o ostatnich urodzinach, co byłoby w czasie Past Simple).
Birthday – Christmas custom handling (sometimes carnival) anniversary of the date on which someone was born. (w dość luźnym tłumaczeniu: Urodziny – świąteczny zwyczaj dawanie (czasami karnawał) rocznica daty, w której ktoś się urodził).
Birthday perhaps the most like children because they get presents and have a lot of sweets and even the cake. (Urodziny prawdopodobnie najbardziej lubić dzieci, bo dostają prezenty i mają dużo słodyczy i nawet tort).
Ok., poddaję się, nie jestem w stanie dłużej pisać tych bzdur, ale w dalszym ciągu jest podobnie. Całe wypracowanie jest w tym tonie. Czytając to, nawet jestem w stanie sobie wyobrazić, co ona wpisała do translatora, że pojawiły jej się takie cudaczki, ale to nie o to chodzi. Gdyby napisała to samo, korzystając z własnej wiedzy, pewnie wyszłoby jej 100 razy lepiej (mimo że z błędami), ale to byłby za duży wysiłek…
Dodam tylko, że kilka tygodni później ta sama osoba napisała kolejną pracę, tym razem recenzję filmu. I tutaj byłam w stanie podać zdania, przy których posiłkowała się translatorem, ale ogólnie było dużo lepiej. Albo korzystała również z czyjejś pomocy, albo napisała to sama, ale faktem jest, że poszło jej o niebo lepiej niż poprzednio.
Dlatego apeluję do uczniów – nie używajcie tych tłumaczy internetowych, bo jakkolwiek dobre by nie były, nie znają języka angielskiego. A ma on wiele niuansów, które jesteście w stanie wyłapać tylko ucząc się go samodzielnie, bo tłumacz internetowy ich nie zna.
A na koniec zagadka dla odważnych. Co miał na myśli translator, tłumacząc coś jako from mountain to feet?
Może nawet mała nagroda się znajdzie…
P.S. Uczennica od "from mountain to feet" korzystała najwidoczniej z jeszcze innego translatora, bo Google tłumaczy mi to dobrze. No ale nadal czekam na propozycje :)

5 komentarze:

  1. angielski to pikuś dla transaltora:)
    Jakie cuda robi tłumacząc niemiecki na polski,hoho!!:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. @Kyja: niestety nie. Coś bardziej szalonego. Ja naprawdę nie wiem "co translator miał na myśli"...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Z górki na pazurki?
    (ipi)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Nie. Jeszcze trochę poczekam i rozwiążę zagadkę.

      Usuń na zawsze